RSS
środa, 16 grudnia 2009
Spocona

K. - Tak dzisiaj było ciasno na mieście, że autobus spóźnił się...

(...)

K. - Poszłam ze 3 kilometry... i tak się spociłam... że chyba nie będę musiała myć się już wieczorem...

czwartek, 26 listopada 2009
Na gazie

K. - Poproszę do Centrum.

(wsiada szpakowaty brunet z garbatym nosem)


K. - Czy mogę zapalić papierosa ?
T. - Nie.

(zaczyna rozmawiać przez telefon nie po polsku, chyba w jewish... Po paru minutach...)


K. - A z tym papierosem to cziemu nie ?!
T. - Bo to nie jest arabski autobus.

(cisza... dłuższy czas... 5 minut przed końcem kursu...)

K. - A czi pan ma gaz ?
T. - Gaz ?? Samochód ma instalację gazową...
K. - Nie, ale czi pan ma gaz ??
T. - Nie, samochód jest na gaz...
K. - Nie, nie, czi pan ma gaz ??!

(...)

K. - Tak, tak ! Ja pana poznaje ! To pan mnie napadł parę dni temu i psiknął gazem !!
T. - ??!! Słucham ??

(odwracam się do pasażera...)

K. - Tak ! Poznaję ! To napewno pan mnie pobił i psiknął gazem !!
T. - To chyba jakaś pomyłka...
K. - Napewno nie !
T. - Słuchaj koleś: Ja to gazu nie używam...

(w tym czasie wyjmuje batona i rozsuwając mu przed nosem pokazuje jak się wygina...)

T. - ... ale jakbym tym cię potraktował to byś tu teraz ze mną nie gadał. A teraz spieprzaj !

środa, 25 listopada 2009
Chicago

K. - Moja była... Mieszkaliśmy razem. Teraz ona od 8 lat w Chicago żyje... Gościła mnie przez kolejne półtora tygodnia...
T. - Jakiś sentyment był ?
K. - Był no... aczkolwiek, wie pan, to wszystko się pozmieniało. Ona teraz zupałnie inaczej mieszka. Już taka Amerykanka, nie ? 8 lat w Stanach... To już kurwa kawał czasu...
T. - Po polsku to już pewnie tylko ą, skę...
K. - Znaczy ona gada bardzo dobrze.
T. - Bez żadnych akcentów ?
K. - Bez akcentów. W sumie późno wyjechała. Miała 22 lata jak tam się znalazła, nie ? Teraz jesteśmy już po 30-tce, nie... Generalnie, gdyby wcześniej wyjechała to by zapomniała. Poza tym pracuje troszkę w polonijnym towarzystwie. W sumie gada po angielsku gorzej ode mnie, a  ja przecież tam nie mieszkam...

(...)

K. - A później to se jeszcze na tydzień do Nowego Jorku skoczyłem, nie. Tam to było zajebiście. Też mam tam jakąś rodzinę, więc było bardziej prywatnie, bo w tym Chicago, to tak służbowo.
T. - A Yellowstone był ?
K. - Nie, ale teraz to mój szef tam pojechał. Mówi: - "Jedźmy se razem". Polecę, a on za miesiąc powie: - "Kurwa, to nie jest zrobione", nie ?
T. - Haha :)
K. - No i poleciał... A ja mam swój umysł, nie ?
T. - No tak...
K. - Wiem kiedy mogę pracować, a kiedy nie... A on taki cwaniak. Potem przyleci: - "To nie jest zrobione..." , a przecież sam mnie na trzy tygodnie wysłał...

(...)

K. - No fajnie było, zwłaszcza, że bardzo fajna pogoda była w tym Chicago. Cieplutko jak na wrzesień... Jeden dzień był taki... Na pikniku byliśmy... No fajnie, zupełnie inaczej się żyje.
T. - Inne dla oka wszystko.
K. - Kolega mnie zabrał do takiego muzeum, gdzie można zobaczyć zdobytego U-boota z II wojny. Amerykanie go zdobyli.
T. - Niemieckiego, tak ?
K. - Tak. Taki słynny U-boot, który "dał" tam Amerykanom.
T. - Podpływał pod Amerykę ?
K. - No podpływał... Jakieś tam New Jersey... W tych okolicach tak. No i tam go przejeli. Teraz jest tam wystawiony. Można se pozwiedzać, pochodzić... Ci Amerykanie to gamonie... To co tam wygadują... Te chłopaki... Oni wogóle nie wiedzą o co chodzi. Jeden z nich zadaje pytanie: - "A na tym to ruskie pływali, nie ?" A przewodnik: - "No to jest z zimnej wojny" , a ja - "Jak to z II wojny, człowieku !" , przewodnik: -"Jak z II wojny ? Hitler ? Aaaa..."
T. - No to gamonie...
K. - Ale jest naprawdę dobrze wyeksponowane. A mnie interesują takie militaria z II wojny. Jak se zobaczyłem tą całą wystawę... Robi wrażenie. Oni stworzyli nad tym U-bootem cały budynek. Normalnie go zabudowali. Zrobili dla niego takie fajne podłoże... Odtwarzają tam taki film... Jak to go przez 3 lata budowali, nie... Wie pan, oni go na dźwigu... Teraz wygląda jakby w wodzie był. Zajebiście wygląda. No i nad nim wybudowali taki hangar, nie ? Że jak się wchodzi to jest wogóle takie wrażenie. Tak jak kiedyś były takie bunkry. Takie doki... Jak w czasie wojny. Tylko wody brakuje by wypłynął.
T. - No pewnie by wypłynął...
K. - No myślę, że dałby radę.
T. - Dobra, niemiecka robota.
K. - Takie kurwa... Jak nie lubię muzeum, to to mi się bardzo podobało, nie ?
T. - Zupełnie coś innego...

(...)

K. - A jak wróciłem to miałem Sajgon. Rzeczywiście było przerąbane... Przez trzy tygodnie nie było mnie w pracy. Myślę, kurcze... 1200 maili nie odebranych... Znaczy ja tam trochę ściągałem pocztę, w Chicago... Ale tak tam było elegancko... Zupełnie inaczej. I ta różnica czasu. Wiadomo więc, że tam się inaczej pracuje. Takie wyjazdy to fajna sprawa, ale tylko na jakiś czas.

(...)

T. - Biznes na boku trzeba robić... Ma się tam znajomych, którym można zaufać. Rodzinę... Może jakieś samochody sprowadzać...
K. - Można w sumie... Dogadałem się z takim gościem. Facet mojej byłej dziewczyny wykańcza mieszkania. Robi bardzo fajne rzeczy. Czasem mu robotę w Polsce nagrywam. Normalny, amerykański obywatel. Polak, który wyjechał tam jak miał 10 lat. Matka go wzieła... Teraz facet ma 35 lat. Jest dobrym fachowcem... Obywatel jest to może bez problemu jeździć w tą i wewtą. Dogadaliśmy się. Właśnie w zeszłym miesiącu. Robił Wilanów za 140 tys. Z tego do mojej kieszeni... bo ja mu pomogłem... kontrakt, nie... 20% .Mówie, kurde, nie ? Uczciwie. No bo też się trochę nachodziłem. Konkurencja jednak jest.
T. - No tak.
K. - A wie pan, teraz ten kryzys...
T. - Pośrednictwo też kosztuje. Nic za darmo nie ma.
K. - Tym bardziej, że wie pan, on zrobił tam jedną robotę. Bardzo ładnie to wykończył, a za chwilę... Spodobało się... Informacja poszła dalej.... I kolega go wziął, nie ? Chodź do mnie, zarobisz... Dwa miesiące robił... Trochę kasy wpadło. Ta jego laska też się cieszy, bo ona jest normalnie z Warszawy, więc ona tez tu przyjeżdżała...
T. - Nie był na takim zesłaniu.
K. - Była tu ze dwa razy, po tydzień, nie ? Posiedziała z nim... To też dla niej fajnie, że miała z nim kontakt.

(...)

K. - A w tym Chicago to ładnie się ustawili... Ładne miszkanko. W fajnym miejscu. Widoki na jezioro Michigan. Zajebiście tam się mieszka... Rano pan wstaje, idzie pan... a tu takie morze... Brzegu nie widać. Nie to co u nas na Mazurach...

wtorek, 24 listopada 2009
Prawo jazdy

K. - Muszę mieć zapięte pasy ? Powinnam ?
T. - Jak są, to się zapina, z reguły...

(...)

T. - Pewnie jakieś straszne drobiazgi panią męczą...
K. - A chodzi o prawo jazdy... No raz to nawet nie zjechałam z placu, bo kazał mi włączyć światła przeciwmgielne. No i w trakcie zmienili samochody... Uczyłam się na 5-biegowych, a oni zmienili na 6-biegowe... I tam jest trochę inaczej... Nie mogłam przekręcić tych świateł. Dopiero powiedziano mi, że najpierw to trzeba mijania włączyć, no... A niech mi pan powie: Kto używa tych świateł ?? No i nie zaliczyłam egzaminu. Udupił mnie. Co, miałam się odwoływać ? A wie pan, że jak komisyjny, to już napewno nie przepuszczą... A innym razem kazał mi pokazać miskę olejową...
T. - Miskę olejową ? To teraz też to każą ?
K. - No tak. No tam gdzie sprawdza się poziom oleju... Ten cały wycior, czy jak on się nazywa, trzeba wyjąć i wytrzeć...

(...)

T. - Jedyne i najlepsze z tego co mogę pani poradzić: Niech pani pójdzie rano. Jak się korki zaczynają... Tak między 6-7. Najlepiej we wtorek. Jak się zjedzie cała "zielona Warszawa"... Nie w weekend...
K. - Na egzamin ?
T. - Tak... Na Ochotę pani chodzi ?
K. - Nie. Tu na Radarowej.
T. - To tu.  Pani wyjedzie sobie 15 minut... Dłużej pani nie będzie trzymał, bo zaraz korki się zaczną... W korkach nie będzie gnał z jednym klientem...
K. - Ale wie pan co ? Miałam taki jeden egzamin: Zjechałam mu już placu... I jeździłam z nim godzinę po mieście ! Godzinę ! Spojrzałam na zegarek i tak sobie myślę: Kurwa no, przecież to jeszcze parę minut i mam prawo jazdy... Nie miał żadnych uwag... Jedną... No to mogę mieć dwa błędy, prawda ?
T. - Ehm.
K. - No i powiedział: - "Linia ciągła, proszę zjechać..."
T. - Pewnie pani najechała na linię ciągłą ?
K. - Jak boga kocham, nie widziałam. To było moje drugie podejście...
T. - Tak to się niestety dzieje...
K. - Mam to w nosie. Byłam tak załamana, że szok... No kurwa, a przecież biorę leki. Naprawdę. Wprawę to dopiero się nabiera po przejechaniu kilku tysięcy kilometrów, prawda ?
T. - No takk... Powinno być inne podejście do zdających. Ten kto się nie nadaje to się nie nadaje. W sumie jak on ma się nauczyć skoro wcześniej nie jeździł ? Każdy przecież robi jakieś błędy...
K. - A najgorsze jest to, że inni "tak jadą", a ja "tak" na egzaminie nie mogę pojechać. Raz tak zrobiłam to mnie oblał... Jak jadę tak jak inni to co robię źle ?
T. - Oni po prostu uczą jeździć tak, jak się nie jeździ...
K. - Ma pan rację.
T. - Kolega będzie teraz instruktorem. Ma teraz egzamin. Opowiadał mi, że sam robi tyle błędów, że gdyby miał podchodzić do prawa jazdy to by oblał. - "Gościu !" -mówię - "Co ty tu opowiadasz ! To ty kaleczysz ten sport. Uczycie ludzi w taki sposób... A inni potem mają chore nawyki. Jeżdźą inaczej niż ta cała masa ludzi. Powinno się tak przuczać ludzi, żeby nie gubili się w tym całym, zwariowanym świecie..."
K. - A szczególnie po Warszawie...

(...)

K. - Ale powiedziałam, że jak zrobię to prawko... Jak wypożyczę buldożer... Jak tam wjadę w te uliczki... Wszystko porozpieprzam. Jednokierukowe, dwukierunkowe... Żeby nie było tak wąsko. Tam jest niesamowicie wąsko ! I to jest teren na egzamin, wie pan ?
T. - Jeszcze nie jest tak źle...
K. - A najgorsze, że oni to dranie ! Nie dość, że zapisują, powiedzmy na 7:30, to jeszcze każą czekać... Myśli pan, że tak od razu ? Dopiero po godzinie: - "Wylosowana została..." ...O Jezu !!

(...)

K. - A mi potrzebne te cholerne prawko do dojazdu do domu. Tam jest taka prosta droga... Naprawdę.
T. - To niech pani zrobi prawko tylko na tą trasę :)

(...)

K. - Teraz to już piąte podejście będzie... Jak nie zdam to chyba nie nadaję się...
T. - O nie wolno tak myśleć... :)
K. - Kolega mi teraz poradził żebym założyła bluzkę z dużym dekoltem...

poniedziałek, 23 listopada 2009
Nie chcą robić, gotować, prać...

(z tą samą staruszką)

(...)

K. - Takie są wredne... Głupie... Głupie te teraz dziewczyny.
T. - One są mądre. Cwane są...
K. - Hihi. One napewno są cwane. Z tupetem.
T. - Suki takie.
K. - Ja wiem jak to było dawniej. To było nie do pomyślenia.
T. - To jeszcze 10, 5 lat temu było inaczej.
K. - A teraz jak ?
T. - Teraz to są same zdziry.
K. - Nie chcą robić, gotować, prać ?
T. - Takie wielkie panie się robią
K. - A pan to chciałby mieć obsługę.
T. - Jak mieszka się razem, to i razem wszystko można robić... A są takie mietły co nic nie robią... Tylko się pindolą, filtrują, smarują, kremują... I taka łaskę zrobi, że cokolwiek zrobi. Na przykład taką kawę czy coś. No takie mietły są...
K. - A pan ma żonę ?
T. - Nie, nie mam. Na szczęście.
K. - To już wiem czemu pan tak bluźni...

niedziela, 22 listopada 2009
To nie jest (k)raj dla...

(wiozę staruszkę...)

K. -A jedna pani tak mówi... A propo tych starych ludzi... -"Czy państwo wiecie, że wyszło nowe rozporządzenie ?" Każdy słucha... -"A jakie ?", - "Że emeryci mogą przechodzić na czerwonym świetle..." Haha... Żeby szlag ich trafił... Żeby umierali przed terminem.
T. - To człowiek powinien mieć tak jak na zachodzie. Wyjeżdżać na wczasy... No, by stać go było na wszystko... A w tym kraju to nic nie ma...
K. - Niedobrze się dzieje. Jeszcze nie wiadomo co może być. Teraz już nie ma takich ideałów jak kiedyś... Wie pan... Teraz same mafie popowstawały...

sobota, 21 listopada 2009
Azymuty

(wsiada dwóch podchmielonych gości do taksówki w Poznaniu)

K. - Dobry wieczór.
T. - Dokąd jedziemy ?
K. - My pana pokierujemy. Proszę jechać prosto.

(...)

K. - Hmm, tutaj skręcimy w prawo... Taaak... Kawałek prosto i pierwsza, nie, druga w lewo...

(jadą tak jeszcze przez jakiś czas)

T. - Czy panowie są pewni, że jedziemy dobrze ?
K. - Tak, tak... To będzie zaraz za rogiem po prawej. Cholera, to nie tu. Czy my, kurwa, w ogóle jesteśmy we Wrocławiu ?

-podesłał Marcin G.

piątek, 20 listopada 2009
Synoptyk cz. III

(rozmowa telefoniczna)

K. - Halo Agunia. Kotuś jesteś już na zewnątrz ? Czekaj. Jadę... Czekaj. Jestem do 5 minut. Jadę taksówką, ale są korki. Tak, tak... Spokojnie. Wszystko ci opowiem, co ? Dobra, dam ci cynę jak będziemy podjeżdżać. Buziaki. Pa.

T. - Teraz na Centralny ?
K. - Tak jest.
T. - To tam za trzy minutki będziemy.
K. - Jedziemy na dworzec. Potem pojedziemy z nią dalej...

(...)

K. - A propo korków... Ja to trzy dni temu, może cztery czy pięć... Heh. O godzinie 18... To było kurwa niesamowite. Nie wiem jak to się stało... Jakoś obrobiłem się z robotą... Byłem jeszcze w jednym studio żeby nagrać jakąś reklamę. Głosową do radia... Bo takie rzeczy też robię. A to było gdzieś na ulicy w pańskiej okolicy... No i władowałem się w korek. Szok, kurwa mać. Koszula zaraz mokra... Potem kluczyłem, objeżdżałem... Znów korek. Dopiero za rondem był spokój... Tam już jechałem. Byłem umówiony na 19. Cały czas dzwoniłem, że jestem już spóźniony. No masakra...

(...)

K. - Dobra, dzwonię. O, już wjeżdżamy... Ona tam jest przy knajpie... O, możemy tu stanąć, na rożku... Jest !
T. - OK.

(po wejściu pasażerki)

K. - Jadziem.
T. - Dzień dobry.
K.II - Dzień dobry.
K. - Nie wiem czy wiesz kotuś, ale dziś będzie zimno wieczorem. Wieczorki są chłodne...
K.II - O cholera... Hihi...

(cisza)

K.II - Gdzie byłeś ?
K.I - W czterech knajpach... W jednej z nich doszło do awantury. Było tak: Ja do niego - "Weź się stary ogarnij", - "Co ?!", - "Jajco, pedale", - "Chcesz wyjść ? " Wiesz, ja to nie umiem się bić... I on tam, coś tam... Mówię: - "No to chodź! " , - "Dobra !" , - "Zaraz cię uspokoję !" . Wszystko było mi jedno... I ktoś zażegnał awanturę...
K.II - Kto ?
K.I - Nie wiem. Kolega chyba... Nie wiem kto to zrobił. A potem wylałem całą wodę na siebie...No dobry wieczór, dobry wieczór...

czwartek, 19 listopada 2009
Synoptyk cz.II

T. - Chęć zrobienia z siebie bufona czy jak ?
K. - Tak ! Chęć zagrania czegoś. Zaistnienia. Być kimś innym...
T. - Pozerstwo ? Zaimponowanie ?
K. - Zaimponowanie. Tak.
T. - Żeby nie być tuzinkowym.
K. - Tak, ale to nie o to chodzi. Bądź kurwa normalnym, bądź tuzinkowym: - "Co robisz ?" , - "Pracuje w takiej i takiej firmie." , - "Super"  Może to też jest ciekawe... Ty lubisz to, ja lubię tamto... Pogadajmy. Kurwa, musi uprawiać sporty ekstremalne ? Napewno była na wakacjach w Egipcie, kurwa...
T. - I na N-K ma zdjęcia z Egiptu...
K. - Tak jest ! Standard. A właśnie do mnie jedzie taka jedna laska... Była laska, była... Byłem z nią 3 lata temu. Pewnie pragnie seksu, jak znam życie. Ona ma 33 lata... Tyle co ja. I w związku z powyższym pewnie zacznie ciągnąć mnie do ołtarza, jak ją znam. Ona chce mieć ze mną dzieci, kurwa. Ale to mnie drażni... kurwa. Ja nie wiem co z nią dzisiaj zrobię, ja nie wiem... Dobrze, że jutro idę do pracy.
T. - No facet... Nie ma lekko. Ciągle jakieś zagwozdki.
K. - Jest dobrze. Wszystko jest OK. To będzie napewno dobry wieczór. Byłem na tyle lojalny, że powiedziałem jej kurwa, że będę trochę skacowany... Napewno będę... Będziemy sobie rozmawiać długo i namiętnie. Będzie dobrze. Jak znam życie to napijemy się wieczorem wina. Zaraz ją wezmę na śniadanie...
T. - Żeby było sympatycznie to wcale nie trzeba się męczyć...
K. - Ja nie mam problemów. Kasa jakoś leci... Pozytywnie myślę. Nie mam żadnych problemów, naprawdę. Tylko z tymi dupami. Jedna mnie rzuciła. Taka śliczna, naprawdę... 23 lata... Piękna. Naprawdę fajna. Taki rozsądny dzieciak. Dojrzała. 
T. - Oj cięzko, ciężko. Potrzeba kilka miesięcy zanim się taką rozpracuje...
K. - Panie, to nawet kilka lat potrafi trwać. Jestem człowiekiem, który naprawdę umie się odnaleźć. Ja się znajdę z małolatami, ze starymi... Jestem otwarty, uśmiechnięty i kochany. Tak się odnajduje z jej koleżankami... Kolegami z uczelni. Tak się porobiło.
T. - Może poczuła się przytłumiona ?
K. - Tak. Przytłumiona. Troszeczkę. No, ale co ja poradzę...

(...)

K. - O jedzie rejestracja z moich stron.
T. - TSK ?
K. - Tak. To jest Śląsk/Katowice... Coś jest popieprzone...
T. - A TKI ?
K. - TKI to jest gdzieś... Proszę pana... Sandomierz.
T. - To jest jakaś Kielecczyzna...
K. - To jest popieprzone. Tak.

(...)

K. - Ten pan ma smutną minę w autobusie tutaj... Uśmiechnąłem się do jego dziewczyny. Ale suka...
T. - Zazdrosny ?
K. - Napewno.
T. - Jeszcze raz trzeba powtórzyć.
K. - Nie... Właśnie nie.
T. - A ona teraz też się uśmiechneła. Tak bardzo ładnie... Od ucha do ucha. Połechtało ją to mile...
K. - Nie chciałem być niegrzeczny to się uśmiechnąłem.... No i widzi pan, tak to jest.

środa, 18 listopada 2009
Czas

K. - Ile będziemy jechać na Aleje Jerozolimskie ?
T. - A jakieś 50-60km/h...

wtorek, 17 listopada 2009
Synoptyk cz. I

(wsiada, jak się później okazuje, znany prezenter pogody)

K. - Nie. Jest prawie dobrze. Telepie mnie...
T. - Ee, słoneczko wyjdzie, rozgrzeje... Już dziś parę razy się przebiło.
K. - Tak... Będzie jeszcze lepiej.
T. - Patrzyłem na prognozę pogody to ma być deszczowo do końca miesiąca. 8°C... Tak widziałem...
K. - Gdzie pan to widział ?
T. - W jakieś gazecie.
K. - Trzeba oglądać telewizję. Ja mówię o pogodzie.
T. - Pan mówi o pogodzie ?
K. - Tak.
T. - Kurczę, a nie poznaje po twarzy... A na którym kanale ?
K. - Teraz w TVP.
T. - Mało oglądam teraz telewizorni...
K. - Bardzo dobrze. Ja też nie oglądam telewizji. Trochę tam pracuje, kurwa. Od czasu do czasu. Tak. Deszczowo będzie, deszczowo... Do środy jest tak nie dobrze... Druga część tygodnia będzie pasetyczna.
T. - Na początku tygodnia, pan K. mówił, że na weekend będzie można się wybrać na grzyby.
K. - Niech mu pan nie wierzy. Jarek jest kłamca. On robi tylko dobre wrażenie. No dobry chłopak. Dobry chłopak, ale nie pije. Pedał taki, że historia. Nie pije nic, nic, zero alkoholu... Teraz jest tak, że obsada jest męska... Wszyscy siedzimy w jednym pokoju, w jednej redakcji... Gdzie są sami faceci. Jest S. w "2", ja w "TVP", a K. w "1". Zresztą synoptycy są fajni, otwarci... Jeden taki dziadziuś... ma 80 prawie... jest kochany... i on zawsze ma jakąś gorzałę: -"Weź tu pierdolnij, nalej..." , -"A on nie pije !" , -"No to jak nie pije to donosi..."
T. - Hehehe :)
K. - Facet ma już ze cztery dychy albo ponad... Baby nie ma stałej... To coś tu nie gra, nie ?
T. - To też jest wygodne...
K. - To jest wygodne. Bardzo wygodne. Oczywiście, że tak... ale ile to czasu można się bujać człowieku ? Miałem jedną żonę... Wszystko jest OK. Teraz walczymy o drugą. Cały czas walczymy...
T. - Ciężka sprawa.
K. - Ciężka sprawa jest. Strasznie.
T. - Zepsute te kobiety są... Ostatnimi czasy... Jeszcze 10 lat temu nie było tak jak teraz...
K. - Ma pan chyba rację. Ja tu mieszkam 4 lata. W mieście. I naprawdę z kobietami jest problem, ponieważ one są jakoś cholernie rozwidrzone...
T. - Z ambicjami...
K. - Niech mają ambicję. Lubię konkretne. Niech ona będzie mądrzejsza ode mnie ze trzy razy. Niech zarabia więcej. Nie mam problemu z tym. Tylko, że ja już miałem takie sytuacje, wiele takich sytuacji... Może to się panu wyda śmieszne, ale jak ja już tu spotykałem się z dupami... Jednymi, drugimi, trzecimi, czwartymi...Heh.. To zawsze było tak... Gdzieś je zabierałem... Impreza, nie impreza... Znaczy jedną taką akcję miałem. Nie dawno. Gdzieś z pół roku temu. Na Mazowieckiej czy coś... Zawsze opowiadam tą anegdotkę moim kolegom ze Śląska: Pije se piwko, pije grzecznie tak...Jak zawsze... Pije to piwko i przechodzi laska. I tak się uśmiecha... Przechodzi drugi raz, trzeci, czwarty... Fajna, ładna... Widać, że gęba niegłupia... A ja siedzę sam... Zagaduje ona: - "A czemu ty tu tak sam siedzisz ?" , ja: - "Słuchaj no... Przynajmniej siedzę w dobrym towarzystwie, tak ?" Siada i już w trzecim zdaniu mówi mi, że wczoraj była na rozdaniu "Złotych Kaczek" ... W czwartym, czy piątym zdaniu, informuje mnie, że jeździ Volvo i to takim fajnym, małym... Ja jeżdżę tylko Corsą, wprawdzie roczną, ale jest to tylko Corsa. I w dziesiątym zdaniu pyta mnie co robię w życiu. Ja tak siedzę i mówię, że jestem bezrobotny... Laski nie było w dwie minuty...
T. - Wszystko mówi za siebie...
K. - Ona mogła, no nie wiem... Wyczuć, że kłamię...
T. - Mogła się podroczyć...
K. - Zwłaszcza, że piłem piwo na Mazowieckiej. Mogłem być mafiozem czy chuj wie kim. Tak to było... Tak jak spotykałem się z tymi laskami, to generalnie cały czas mówiły, że one uprawiają jakieś ekstremalne sporty. Wogóle interesują się sportem... One interesują się, kurwa, muzyką klasyczną... Teatrem się interesują... No i jak doszło do zadawania szybkich, krótkich pytań, to okazało się, że one na te tematy nie mają nic do powiedzenia.
T. - Lansik ?
K. - Nie lansik ! One coś grają, wszystkie. Grają... Są nieprawdziwe... Pierdolą jedna z drugą... Ja pracowałem w teatrze 8 lat i wyczuwam kto tu gra i czy dobrze: - "Ty interesujes się muzyką klasyczną ?" , - "Tak" , - "A co ty lubisz kochana ?" , - "No Vivaldiego. Cztery pory roku" , - "Super ! Fajnie. To są bardzo fajne utwory, ale kotuś, nie wiem czy wiesz, ale Vivaldi oprócz tego nagrał jeszcze 50 oper. Wiesz o tym ?" , - "Nie." , - "To kurwa nie interesujesz się muzyką klasyczną..."

poniedziałek, 16 listopada 2009
O kur...

(niedziela rano. elegancka willowa dzielnica. kropi deszczyk... pasażer jest już spóźniony, dobre ponad 20 minut... w końcu pojawia się pani z dzieckiem)

(jedziemy, a po 200 metrach jazdy...)

K. - A po jakim czasie włacza się licznik ?
T. - Po 5 minutach jeśli nie ma pasażera.
K. - Ale ja się kurwa nie spóźniłam ! Ja pierdolę! Kurwa ! Nie będę płacić ! To kurwa mać !
T. - ????!!!!

(drze się, bluzga przy swym dziecku)

T. - Mogła by tak pani nie przeklinać ?!

(hamulec ! )

K. - Kurwa. Pierdolę to...
T. - Może się jakoś pani zachowywać ? W bardziej cywilizowany sposób ?
K. - Kurwa, chciałeś mnie oszukać. Chuju !
T. - Proszę opuścić samochód !
K. - Nie, kurwa !
T. - Proszę opuścić auto. Dalej nie pojedziemy.
K. - Kurwa, ja wzywam policję ! Chciałeś mnie oszukać !!!
T. - Jeśli pani nie wyjdzie, to ja panią sam zawiozę na policję. Po co to pani ?
K. - Kurwa ! Dzwonię do korporacji ! Ty oszuście !
T. - Nie pojedziemy dalej...
K. - Kurwa mać ! Ja cię załatwię. Mój adwokat cię załatwi...
T. - Jasne...
K. - Mój mąż cię załatwi. Gnoju.
T. - Dobra, dobra. Do widzenia.
K. - Nie wysiądę, kurwa.
T. - Mam pani pomóc ? ...Czy do pani nie dociera ? Proszę opuścić samochód !!

( w międzyczasie babsztyl dzwoni na skargę do korporacji i zaczyna wymyślać...)

K. - Jestem w samochodzie... Ten cham chce mnie wyrzucić... Każe mi wysiąść... W taki deszcz !!!

(wsteczny. na wstecznym spowrotem pod jej dom...)

K. - Oo, i w dodatku wiezie mnie jak wariat !! Na wstecznym ! Ja chcę taksówkę ! Jadę na zakupy ! Kurwa mać !
T. - Proszę opuścić auto. Czy pani jest głucha ?!

(dziewczynka: - mamooo, choć, idziemy... aż przykro było, że temu wszystkiemu przesłuchiwało się małe dziecko... z taką smutną minką... )


(sfrustrowany, wielki, tłusty babsztyl, ze 130 kilo, wysiadł... oczywiście cały czas kurwiąc i trzaskając drzwiami na "do widzenia" ... na koniec zebrała taką skaczącą melę spod serca i charchneła na bok samochodu, czmychając zarazem w bramę... )

T. - I co ty, głupia, tłusta świnio, zrobiłaś ?!

(dobrze, że padał deszcz... nie przeżarło blachy... przemiła pani dostała bana na kolejne jazdy w tej korpo... )

niedziela, 15 listopada 2009
Na gumę

(wsiada odpicowana mama z jeszcze bardziej elegancką, wygłaskaną córunią)

K. - Dzień Dobry.
T. - Dzień Dobry.

(w takcie jazdy)

K. - Poczęstuje się pan gumą miętową ?
T. - Nie, dzięki. Nie używam...
K. - Nie używa pan ?
- Hahaha, hihihi...

(...)


K. - Pojedziemy tu i tu, ale jeszcze musimy pozbyć się tej pani... (matka o córce)
T. - Możemy to zrobić od razu... Na co mamy czekać...
K. - Hahaha, hihihi...

sobota, 14 listopada 2009
Ciasteczkowy potwór

T. - Dzień dobry.
K. - Dzień dobry.

(wsiada babcia z wnuczką)

K. - Na Wita Stwosza.

(w czasie jazdy słychać szelest)

T.
- A może powinno się zapytać czy można zjeść wafelek ? Bardzo mi przykro, ale u mnie się nie je.

(cisza... w międzyczasie wnuczka dobre pół minuty, zastygła z wafelkiem przy buzi, zastanawiając się czy ugryźć czy nie...)


K. - Pierwszy raz się z tym spotykamy ! To jest bezczelność ! Zadzwonię na skargę !!
T. - Nie wiem co pani rozumie przez słowo "bezczelność", ale wypadałoby się zapytać...
K. - To nie możemy ?!
T. - Po wafelkach się kruszy. Nie będę jechał po kursie 4km. na odkurzanie...
K. - To jest brak kultury osobistej !!
T. - Właśnie.

piątek, 13 listopada 2009
Barwy szczęścia

K. - Poproszę do Centrum, tylko jakby pan tak mógł szybciutko !! Za 20 minut zaczynają się "Barwy szczęścia"...
T. - O nie, nie. Specjalnie się spóźnię. Też nie ma pani na co się śpieszyć ?
K. - Ale ja to oglądam od samego początku i jest OK.
T. - Nie ma pani na co życia tracić, tylko na jakieś kretyńskie seriale ? Zamiast poświęcić się rodzinie... wyjść na spacer... To siedzi pani przed szklanym bogiem, tak jak 10 milionów innych imbecyli...
K. - A pan nie ogląda ?
T. - Wolę pojechać na ryby, spotkać się ze znajomymi. Jest masa możliwości, a nie przeżywać czyjeś wyreżyserowane wypociny.
K. - Oj tam, przesadza pan.
T. - Nie. Poza tym jest to robione dlatego, że w tym kraju jest dziadostwo, bieda... i trzeba zobaczyć, że można być doktorem, mieć własną knajpę... że to wszystko osiągnięto uczciwą pracą... a ich dzieci będą wykształcone z kupą kasy na koncie...
K. - Hm. Może jest w tym jakaś prawda...
T. - A potem producenci seriali śmieją się z tych co je oglądają, bo myślą w ten sam sposób jak ja pani to przedstawiłem... No i robią na tym niezłą kasę... Potem wyrastają, jak grzyby po deszczu, pseudogwiazdy, które później idą tańczyć...
K. - No i się spóźniliśmy...
T. - No przecież mówiłem, jak tylko pani weszła do wozu...

Do Hilton

(siąpi deszczyk)

(informacja z terminala...)

- Wyjdź po panią z bagażem...

(w bramie stoi klacz, 190 cm wzrostu, wymalowana, miniówa, a obok jej walizka... ta najmniejsza, z rozsuwaną rączką...)

T. - W czym mogę pani pomóc ?
K. - Proszę włożyć walizkę do bagażnika.
T. - Chyba pani sobie żartuje... Zwykle pomaga się osobom starszym, niepełnosprawnym, ... ale ja ubytku na zdrowiu u pani nie widzę.
K. - Śpieszy mi się...

(po włożeniu walizki do bagażnika)

T. - Dokąd jedziemy ?
K. - Hotel "Hilton"

(zaczyna być wszystko jasne... zmanierowana lalunia jedzie... do hotelu :)

(ok. 10 minut w świecie ciszy)

(dzwoni jej telefon)

K. - No kochanie ! Już cztery razy puszczam Ci sygnał, a Ty nie oddzwaniasz...

czwartek, 12 listopada 2009
Dziecko na Syberię

(sierpień, upał ze 40°C, zero wiatru... woda stoi w rowie...)

(pod Piasecznem pakuje się młoda dziewczyna z dzieckiem i z wózkiem)


K. - Proszę na Ursynów... A i jeszcze niech pan pozamyka okna...
T. - Okna mam zamknąć ? W taki upał ?!
K. - Tak. Nie widzi pan, że mam małe dziecko ?!
T. - Przecież to dziecko jest tak zapakowane jakby zaraz miało jechać na Syberię !

(przykryte dwoma polarkami + czapeczka)

T. - Chyba raczy pani żartować !
K. - Jestem klientem. Ja płacę, ja wymagam !
T. - A co pani myśli ? Że ja jestem metalowy ? Mam nadciśnienie. Jak zasłabnę to może gdzieś przywalę. Zginę ja, pani, dziecko...
K. - Niech pan już nie dyskutuje ze mną tylko zamyka te okna !
T. - Przykro mi. Nie zamknę. Dalej też nie pojedziemy...

(zatrzymujemy się)

T. - Do widzenia pani. Nic się nie należy. Mogła pani zamówić samochód z klimatyzacją !
K. - Pan jest bezczelny ! Ja tego tak nie zostawię ! Zadzwonię na skargę !
T. - Proszę. Niech pani dzwoni. Z mojego telefonu.

(jednak jakoś w końcu dojechaliśmy... po wyjściu pasażerów, ubiegając klientkę, dzwonię na centralę... )

T. - Cześć... Słuchaj... Wiozłem teraz taką młodą... Pewnie będzie dzwonić na skargę...
- A o co poszło ?
T. - Chciała pozamykać wszystkie okna...
- Głupia jakaś czy co ? Gorąco jak nie powiem gdzie. My też ledwo sapiemy. Trzeba ją było wysadzić na pierwszym lepszym skrzyżowaniu...

Paniusie z Chryslera

(podjeżdżamy z pasażerem pod Urząd Dzielnicowy)

K. - Proszę poczekać. Za 5 minut wracam.
T. - OK.

(w międzyczasie podjeżdżają jakieś wypindowane paniusie w Chryslerze na amerykańskich tablicach. kręcą autem w poszukiwaniu miejsca do zaparkowania... wraca pasażer...)

K. - Poczekamy jeszcze 10 minut...

(panie, nie mogąc znaleźć miejsca, podjeżdżają do nas przodem i zaczynają trąbić. raz, drugi... dziesiąty...)

K. - Co one chcą ?!
T. - Jakieś nawiedzone.

(mój pasażer, długo nie myśląc, wychyla się przez szyberdach i zaczyna krzyczeć !)

K. - Myśl trochę, kurwa, a nie tylko o dymaniu !!!

(paniusie szybko się wycofały...)

Wokół Wolności

K. - Poproszę na Wolność.
T. - W Centrum, tak ?
K. - To nie wie pan gdzie jest Wolność ?!
T. - Wiem, ale chciałbym się jeszcze upewnić. Jest to popularna ulica. Nie tylko w Warszawie.
K. - To ta w Centrum. Proszę od Żelaznej...

(w połowie kursu)

K. A dlaczego pan tu skręca ?
T. Tędy też można dojechać...

(parę minut ciszy)

(ktoś dzwoni do pasażera)

K. "No kochanie, już jadę, ale nie wiem ile jeszcze. Pan mnie tu wozi wokół..."

T. - Dlaczego pani twierdzi, że jedziemy na około ?
K. - Bo tak jest. Prosiłam od Żelaznej, a pan jedzie gdzie indziej...
T. - Od trzech minut znajdujemy się na Żelaznej... Jeśli pani jest spoza miasta, to niech mi przynajmniej nie przeszkadza...
K. - Skąd jestem, to niech pana nie obchodzi.

(foch)

(po 5 minutach dojeżdżamy na miejsce... do samochodu podchodzi jakiś facet... NAPIĘTY JAK GUMA NA WACKU... zaczyna rozmowę...)

- Koleś, a co to za wożenie mojej pani na około ?!
T. - Jak to na około ?!
- Ile wyszło ?
T. - Trzy dychy.
- Ja ci tyle nie zapłacę. Mi wychodzi 22 zł.
T. - Chyba PKS-em :)
 - Dzwonię na skargę, że oszukałeś i jechałeś na około...
T. - Jak nie zapłacisz to więcej tą korporacją nie pojedziesz.
- Mogę dać ci 25 zł.
T. - Nie chce, nie zbiednieje...

(facet dzwoni do korpo. skarży się, ale widocznie nic nie może wskórać... racja jest po mojej stronie)

-
Trzeba było jechać tak jak pani prosiła...

(tłumaczę kretynowi)

T. - Jechaliśmy tędy i tędy... W sumie, jak nie jesteś stąd, to nie znasz miasta. Po co ta głupia gadka ?!
- Niech cię nie interesuje skąd jesteśmy. Jak będzie potrzeba to się dowiesz !
T. - Mam się bać czy jak ?

(przemilczał, ale wciąż się napina...)

T. - Dobra, nie mam czasu na pierdoły. Dawaj hajs.
- Dobra, masz te trzy dychy... Mimo, że jechałeś na około...

sobota, 07 listopada 2009
Mąż ?

(...)

K. - Będę za 20 minut.  Pani Kasiu, niech pani już włączy laser...

(po rozmowie telefonicznej)

K. - Jak się czuję ? Cały dzień czuję się fatalnie ... fatalnie ...
T. - Po alkoholu ?

(otwiera colę)

T. - Po alkoholu nie wolno pić gazowanych napojów. Banana trzeba zjeść ...
K. - Naapraawdę ? :)
T. - No tak.
K. - Tak się akurat składa, że jestem lekarzem :) Doskonale wiem co można, a czego nie :)
T. - To ja mogę dać, bo akurat mam. Takie coś. Tylko nie wiem, czy to się bierze przed czy po. Kupiłem w aptece. Alkazelcer ...
- Nie, nie dam pani drugiego, bo jutro sam jadę na chlanie.
K. - Z kim ?
T. - Jeszcze nie wiem ... Gdzieś w krzaki, na działkę, nad Bzurę ...
K. - Proszę mnie zabrać ze sobą ...
T. - Ale tam nie ma gdzie spać. Tam jak już się śpi to na podłodze. Jest tylko kominek, podłoga, jedno łóżko ...
K. - A kto powiedział, że ja tam będę spać ?
T. - Nie. To jest wieczór kawalerski. Nie mogę.
K. - Ale ja jestem doskonałym facetem.
T. - No są takie dziewczyny ...
K. - A kogo to wieczór ?
T. - Kolegi. Drugiego już.
K. - A pan kiedy się ożeni ?
T. - NIGDY.
K. - Dlaczego ?
T. - Jeszcze nie zwariowałem. To szkoda zdrowia. Szkoda mi moich kolegów ... Widzę co się teraz z nimi dzieje. Są pieskami, po prostu ...
K. - Acha :)
- A pan nie chciałby takiej żony jak ja ?
T. - Żony ? Żadnej. W życiu !
K. - Dlaaaczeeego ? :)
- Miałam dwóch mężów. Było fajnie.
T. - Dla nich czy dla pani ?
K. - Chyba też dla nich.
T. - A gdzie oni teraz są ?
K. - Jeden został na wsi, drugi na Centralnym ...
T. - Na Centralnym ??
K. - No, jako bezdomny.
T. - Biedaki, no ...
- Ale chyba sobie zasłużyli ?
K. - Nie wiem. Jeden był bardzo mądry. Kilka fakultetów ... Zasłużyli czy nie ... Nie wiem.
T. - A ja właśnie teraz poszukuje trzeciego ...

(cisza)

T. - A jakiego pani szuka męża ?
K. - Pan by się nadawał.
T. - Nie, nie. Ja się nie nadaje do tego. Nie lubię słuchać tego "dziamgotania". Wiem, że kobiety to strasznie "dziamgoczą" ...
K. - Nie, ja pracuje po 13 godzin... A jak nie pracuje to piję, hahaha :)
- Spokojnie. Byłabym dobrą żoną, naprawdę ... W dzień nie potrzebuję męża, bo nie mam czasu. Lubię się wybyczyć ... Po prostu bierzemy ślub i tyle.
T. - A potem rozwód, hahaha :) Nie, ja za bardzo cenię swoją wolność. Nigdy tego nie zrobię.
K. - Spod jakiego jest pan znaku ?
T. - Spod byka.

(cisza)

T. - Też się lubię wybyczyć.

K. - Nigdy nie byłam na Pradze ... Jest tu jakiś klub ? Gdzieś, gdzie można poszaleć ?
T. - Jest.
K. - Jak tam jest ?
T. - Nie wiem. Nigdy tam nie byłem ... Nie przepadam, bo tam same "buractwo" się zjeżdża. Z resztą jak wszędzie - "buracki lans".
K. - To jestem "burakiem", bo ja bardzo lubię takie kluby.
T. - Puste samce, puste laski. Szkoda czasu.
K. - No takie przed 20-tką są najpiękniejsze ...

(dojeżdżamy)

T. - To gdzie mam wjechać ? W te podziemia ? Ja tam nigdy nie byłem.
K. - Kurwa, to gdzie pan był ?
T. - Nie chodzę po centrach handlowych. Nie cierpię tego. To jest coś, co nie powinno być w mieście. Ten hałas, kolory, zakupy. Nie, nie ...

K. - Nie mogę mówić. Jestem tak napier... napita, że szok. Przysięgam.
T. - To co jest takiego najlepszego na kaca ?
K. - Glukoza.
T. - Z torebki ?
K. - Też może być.
T. - Pomaga banan, pomidor ...
K. - Mi to już chyba nic nie pomoże ...
- Muszę przestać pić, bo nic z tego dobrego nie będzie ...
- A ja lubię książkę, wódę ... poezje, i piwo.
T. - No i co napić się wódy i czytać książkę ?
K. - Nie. Słuchać poezję. Wtedy mnie bierze ... Rozwijam się intelektualnie, że tak powiem.

(...)

K. - O, to tutaj, Niech mnie pan tutaj wypieprzy ...

(po zainkasowaniu gotówki)

T. - Dzięki śliczne.
K. - Szkoda, że pan nie chce zostać moim mężem ...
T. - Jestem już za stary na to.

czwartek, 05 listopada 2009
Szyby

Szpital na Kasprzaka

K. - Dzień dobry :)
T. - Dzień Dobry :)

Siada opiekunka (chyba) z mocno starszą panią.

K. - Poprosimy na Syreny.

(To rzut beretem).

(Ledwie ruszył samochód ...
)

K. - Czy mógłby pan zamknąć szyby ?
T. - Przecież jeszcze dobrze nie ruszyliśmy, a już dla pani zamykać wszystkie szyby ?!

(Upał jak cholera, ze 30°C ...)

K. - Ale ja proszę ...
T. - Jest 30 stopni. Przecież się uwędzimy jak zamknę szyby.
K. - Ale jak pan widzi, wychodzę ze szpitala ...  
T. - Mam czapkę i szalik w bagażniku. Mogę pani użyczyć :)

Opiekunka nie wytrzymała i wybuchła śmiechem.
Starsza pani już nic nie odpowiedziała ...

wtorek, 03 listopada 2009
Prawa fizyki

K. - Dzień Dobry.
T. - Dzień Dobry.
K. - Poprosimy do Onkologii.
T. - OK.

(Ruszamy)

K. - Czy mógłby pan zamknąć tą szybę, bo trochę wieje, a mama jest chora ?
T. - Nie ma problemu.
K. - Wie pan, te przeciągi są zdradliwe ...
T. - Przecież to taki sam wiatr jak na zewnątrz: czy się idzie, czy się jedzie na rowerze ...
K. - Nie, nie ! To inny wiatr ...

(Jedzie starsza od drugiej. Pomarszczone usta młodszej, prawdopodobnie córki, stają się coraz bardziej czerwone - przypominają nos klauna z cyrku !)

T. - Nie przy takiej pogodzie, 25°C za oknem. Nie ma znaczenia, że są otwarte szyby.
K. - Ma, ma ! To jest inny wiatr i prawa fiiizyyykii o tym mówią !
T. - A jakie to prawa fizyki ?

Pasażer żachnięty.

K. - Nie mówi się fizyki tylko fiiizyyykii.
T. - Wie pani, akurat miałem piątkę z fizyki, z polskiego też, a poza tym wypadałoby wiedzieć, że to cząsteczki powietrza poruszają się szybciej i stąd mamy wrażenie odczucia chłodu.
K. - Ja z panem nie będę dyskutowała ! Proszę już na ten temat do mnie nic nie mówić !

Skończyło się telefonem K. do korporacji. Na "dywaniku" okazało się, że starszej pani nie spodobało się, że ktoś młodszy , wydawałoby się mniej doświadczony, zwraca jej uwagę, że nie ma zielonego pojęcia o ruchu cząsteczek ...

Zakładki:
Linki

Info


Chcesz przekazać innym swoją gadkę z taxi, podzielić się historiami,które usłyszałeś od kolegów/koleżanek, a może sam jesteś taksówkarzem i to co tu czytasz to pikuś? Wyślij wiadomość na adres:

beaviz(małpa)gazeta.pl


Uwaga


Wszystkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstu oraz grafiki ze strony zabronione!

Protected by Copyscape plagiarism checker - duplicate content and unique article detection software.


Widze